Nie wiem jak to się stało, że nie pisałem jeszcze o laptopach / netbookach Samsunga. Jako właściciel netbooka tej marki (popularny model N150) pierwszą rzeczą, którą zrobiłem było wyrzucenie preinstalowanego Windows 7 i wgranie Linux Mint. Niestety laptopy spod znaku Samsunga nie są w pełni wspierane w domyślnej instalacji Ubuntu / Mint. Chodzi głównie o klawisze funkcyjne i podświetlenie matrycy. O ile problem z podświetleniem został rozwiązany w najnowszym Ubuntu 12.04 (Precise Pangolin) to klawisze funkcyjne nadal wymagają naszej interwencji. Oto co należy zrobić.

Otwórz terminal i dodaj repozytorium:

sudo add-apt-repository ppa:voria/ppa

Odśwież listę pakietów:

sudo apt-get update

Zainstaluj następujące pakiety:

sudo apt-get install samsung-backlight samsung-tools

W moim przypadku niezbędny okazał się też pakiet samsung-laptop.

Aby zastosować zmiany uruchom komputer ponownie. Po tym zabiegu klawisze funkcyjne powinny już działać.

Ostatnio napotkałem następujący błąd przy aktualizacji systemu Linux Mint 12 (32bit):

Błąd GPG: http://archive.canonical.com oneiric Release: Następujące podpisy były błędne: BADSIG 40976EAF437D05B5

Informacja pojawiała się przy każdej próbie uruchomienia menedżera aktualizacji bądź przy odświeżaniu listy pakietów w terminalu (sudo apt-get update). Na szczęście znalazłem rozwiązanie tego irytującego problemu. W terminalu wpisujemy po kolei:

sudo apt-get clean

sudo mv /var/lib/apt/lists /tmp

sudo mkdir /var/lib/apt/lists

sudo apt-get update

Gotowe!

Powiedzmy sobie szczerze: nie ma systemów idealnych i Linux również ma swoje humory. Jednak nie zgodzę się ze stwierdzeniem znalezionym niedawno na bash.org.pl:

<Coolmax> dzięki linuksowi człowiek wie, że żyje. Tu błąd, tu błąd, tam błąd. Guglanie, fora, listy mailingowe. A jak włączyłem windowsa to nie wiedziałem co robić :>

W przypadku Ubuntu i jego pochodnych większość rzeczy po prostu działa out-of-the-box. Chociaż zdarza się czasami, że jakieś urządzenie nie funkcjonuje poprawnie lub w ogóle nie jest widziane przez system. I wtedy rzeczywiście przydają się fora internetowe. Obecnie pracuję na Linux Mint 12 i system w tej wersji ma problem z rozpoznaniem skanera w urządzeniu wielofunkcyjnym Samsunga (model SCX-3205W, fajny bo bezprzewodowy). Co ciekawe podobny problem nie występował w poprzedniej wersji systemu. Przejdźmy jednak do rzeczy. Opiszę teraz krok po kroku jak poprawnie skonfigurować urządzenie pod Linuksem. Instrukcja dotyczy zarówno połączenia usb jak i wifi.

  • Pobieramy sterowniki z oficjalnej strony Samsunga (wystarczy nam Unified Driver pod Linuksa)
  • Rozpakowujemy archiwum i otwieramy terminal w katalogu cdroot. Wpisujemy:

sudo ./autorun

  • Postępujemy zgodnie ze wskazówkami na ekranie. Wybieramy sterowniki SCX-3200-Series (urządzenie powinno być cały czas włączone). Drukarka zostanie dodana.
  • Następnie dodajemy skaner. Zakładamy, że w systemie jest zainstalowany gedit.

sudo gedit /etc/sane.d/xerox_mfp.conf

  • W otwartym pliku dodajemy na końcu, w zależności od typu połączenia:

wifi:

tcp adres_sieciowy_urządzenia 9400 (np. tcp 192.168.0.88 9400)

usb:

usb 0x04e8 0×3441

Na koniec może być potrzebny restart (systemu i urządzenia). Dodam tylko, że skanowanie przez wifi jest dość powolne więc jeśli skanujesz duże ilości dokumentów lepiej podłącz Samsunga przez usb.

Grafiki pochodzą z fanpage’a UbuCentrum.net, kliknij aby powiększyć:

 

Od ostatniego wpisu minęło już trochę czasu więc postanowiłem się poprawić. Pod koniec grudnia pojawił się na horyzoncie ciekawy projekt o wdzięcznej nazwie Cinnamon. Za projektem stoją ci sami ludzie, którym udało się mnie przekonać do nowego Gnome. Jak widać developerom miętowego Linuksa nie wystarcza Gnome Shell wraz z rozszerzeniami, o których niedawno zresztą pisałem. I bardzo dobrze! Użytkownicy przyzwyczajeni do klasycznego pulpitu z panelami, które mogą dowolnie modyfikować, już są im wdzięczni. A to dopiero początek rozwoju cynamonowego pulpitu. Czym więc jest Cinnamon? Technicznie rzecz ujmując jest to fork (modyfikacja) Gnome Shell, który ma na celu uczynić pulpit intuicyjnym w obsłudze. Twórcy ‘cynamona’ dodają, że ich pulpit ma wyglądać i zachowywać się jak klasyczne Gnome 2. Gdy piszę te słowa korzystam ze środowiska Cinnamon w wersji 1.2 i póki co nie wszystkie funkcjonalności starego Gnome są dostępne ale biorąc pod uwagę determinację twórców to wszystko może się szybko zmienić. Zamiarem developerów jest uczynienie nowego pulpitu domyślnym środowiskiem graficznym w nadchodzącym wydaniu Linux Mint 13 (maj 2012). Już teraz natomiast każdy z Was może przetestować Cinnamon na własnym komputerze. Pamiętajcie jednak, że pewne rzeczy mogą jeszcze nie działać. W przypadku dziwnego zachowania pulpitu dobrze znać skrót na jego restart: Alt+F2, wpisujemy literkę ‘r’ i potwierdzamy Enterem. Warto dodać, że nowy Desktop Environment (środowisko pulpitu) działa nie tylko na Linux Mint ale na wielu innych dystrybucjach (w tym Ubuntu). Pełną listę znajdziecie na stronie projektu w zakładce Download: http://cinnamon.linuxmint.com/

Miłej zabawy!

A tak wygląda mój pulpit z motywem Minty, jak Wam się podoba?

Cinnamon DE

Niedawno premierę miała nowa wersja Linux Mint. Dwunastka przynosi wiele zmian, z których najważniejszą wydaje się być porzucenie poczciwego Gnome 2 na rzecz Gnome Shell. Jeszcze parę miesięcy temu Gnome 3 było na tyle niedojrzałym środowiskiem, że nie mogłem normalnie się w nim poruszać i pracować. Z nadejściem wersji 3.2 oraz pojawieniem się pierwszych rozszerzeń (tutaj ukłon w stronę developerów Minta) praca z nowym pulpitem stała się nie tylko możliwa ale też całkiem przyjemna. I niech mi ktoś powie, że względy estetycznie się nie liczą ;) System zainstalowałem ponad tydzień temu, zaraz po oficjalnej premierze (26.11). Dziś chciałbym się z Wami podzielić moimi spostrzeżeniami, które mieszczą się w 12 zgrabnych punktach.

1. Najważniejszy jest użytkownik

Pierwszy Mint pojawił się w 2006 roku i od razu zyskał opinię łatwego w obłudze. To dzięki narzędziom, które pozwalają bezboleśnie skonfigurować system. Natomiast obecność kodeków multimedialnych dodatkowo ułatwia życie osobom takim jak moja czy Twoja babcia. Twórcy dystrybucji od początku stawiają sobie za cel dostarczenie w pełni funkcjonalnego systemu zaraz po zainstalowaniu.

2. Pomocna dłoń

Chyba najlepszym przykładem na to, że twórcy skupiają się na użytkowniku i jego wygodzie jest fakt, że mimo wprowadzenia Gnome 3 nie zmuszają go do całkowitej zmiany przyzwyczajeń. A jak wszyscy wiemy, to właśnie przyzwyczajenia nie pozwalają wielu użytkownikom rozstać się z jedynym słusznym systemem. Ok, ale jak to robią? Otóż przez zastosowanie wspomnianych rozszerzeń: Mint Gnome Shell Extensions. Domyślnie więc włączony mamy znany i lubiany panel dolny z menu i listą okien, ale jeśli wolimy czyste Gnome Shell możemy te dodatki wyłączyć. W moim przypadku wygrały przyzwyczajenia i panel nadal mam włączony ;)

3. Stary przyjaciel

Użytkownicy, którzy nie chcą mimo wszystko przesiadać się na Gnome 3 mają dodatkowo do wyboru środowisko MATE, które jest modyfikacją starego, poczciwego Gnome 2. MATE ma w założeniach wyglądać i funkcjonować jak oryginał, będąc jednocześnie kompatybilne z nowymi wersjami bibliotek, na których bazuje nowe Gnome. Omawiane środowisko znalazło się w wydaniu DVD, ale nawet posiadacze wersji CD mogą je doinstalować wybierając pakiet mint-meta-mate.

4. Brak Unity na horyzoncie

Linux Mint 12 bazuje na Ubuntu 11.10 „Oneiric Ocelot” ale obecnego w nim pulpitu Unity już nie uświadczymy. Unity podzieliło użytkowników, zwłaszcza Ci bardziej zaawansowani twierdzą, że Unity nie nadaje się do codziennej pracy. Mi też zresztą nie przypadł do gustu pulpit od Canonical. Zatem brak Unity będzie dobrze postrzegany przez rzeszę niezadowolonych użytkowników Ubuntu. Może jesteś jednym z nich? Daj znać w komentarzach ;)

5. Wybór wyszukiwarki

Standardowa wyszukiwarka w nowej wersji Minta to niejaki DuckDuckGo. Jeśli zależy Ci na rozwoju projektów open source jak również na prywatności możesz pozostać przy tej wyszukiwarce. W przeciwieństwie do dużych graczy takich jak Google nie śledzi ona poczynań użytkowników, dbając o ich prywatność. Na szczęście, dla ludzi takich jak ja, a więc przyzwyczajonych do Google, twórcy Minta przewidzieli możliwość łatwej zmiany domyślnej wyszukiwarki. Zmiana ta dotyczy wyłącznie przeglądarki Firefox. Jeżeli korzystasz np. z Chrome (mój faworyt) to program sam zapyta na początku, z której wyszukiwarki chcesz korzystać.

6. Odświeżony wygląd

Zawsze uważałem Minta za jedną z lepiej wyglądających dystrybucji. „Lisa” jest jeszcze ładniejsza od poprzedniczek dzięki nowym motywom i zastosowaniu Gnome Shell.

7. Szeroki wachlarz aplikacji

Linux Mint tradycyjnie oferuje wiele aplikacji już na starcie. Z tych ciekawszych na DVD znalazły się między innymi Firefox, Thunderbird, LibreOffice, GIMP i VLC. Oczywiście każdy z nas ma swoje ulubione programy, ale ich doinstalowanie to kwestia kilku kliknięć.

8. Siła pod maską

Linux Mint 12 napędzany jest przez najnowsze technologie: kernel w wersji 3.0 oraz Gnome 3.2.

9. Rosnąca popularność

Popularność sama w sobie niekoniecznie jest czymś dobrym, jak wiemy z przykładu Windowsa. Przynosi bowiem większe zagrożenia ze strony przestępców, którym bardziej opłaca się atakować popularne platformy. Jednak nie o taką popularność tutaj chodzi. Ostatnio Mint wyprzedził samo Ubuntu jak donosi serwis DistroWatch. Ponieważ jest to miejsce odwiedzane głównie przez geeków, mam prawo twierdzić, że Mint zyskał w oczach bardziej doświadczonych użytkowników. Preferują oni tradycyjny pulpit, a tym samym tradycyjny sposób interakcji z komputerem, którego brakuje w nowym Ubuntu. Używając Minta jesteś w dobrym towarzystwie ;)

10. Bezpieczeństwo i niezawodność

Nawiązując do poprzedniego punktu, Linux sam w sobie jako system wciąż niszowy oferuje wysoki poziom bezpieczeństwa. Jest również niezawodny bo jak raz go ‘postawisz’ to działa bez zastrzeżeń miesiącami a nawet latami. Linux nie wymaga jakichś szczególnych zabiegów konserwacyjnych. Problemy takie jak defragmentacja, czyszczenie systemu, wirusy, itp. po prostu go nie dotyczą. Wystarczy pamiętać o okresowych aktualizacjach, które w omawianym systemie obsługuje pojedyncze narzędzie mintUpdate.

11. Personalizacja

Jak to bywa po przesiadce z systemu komercyjnego, czasem trudno zrozumieć, że nasz system może być rzeczywiście w pełni nasz. Mam na myśli możliwości dostosowywania systemu operacyjnego do naszych potrzeb, począwszy od warstwy graficznej, poprzez dobór aplikacji, a skończywszy na kompilowaniu własnego jądra.

12. Wolność

Warto przypomnieć, że Linux Mint jest wolny zarówno od jakichkolwiek kosztów, jak również wolny od zamkniętych licencji. Jako oprogramowanie open source promuje otwarte standardy i pozwala uniknąć tzw. vendor lock-in (uzależnienie od jednego dostawcy).

 

Jeżeli zdecydujesz się wypróbować Minta, nie zapomnij podzielić się wrażeniami w komentarzach. Masz konkretne pytania albo potrzebujesz pomocy? Wyślij mi maila!

1. To tylko system operacyjny

Jeszcze jakiś czas temu ta kwestia nie byłaby w ogóle zauważona. Otóż chodzi o to, że obecnie większość pracy wykonujemy z poziomu przeglądarki internetowej. Stawia to system operacyjny w cieniu. Dopóki system może uruchomić przeglądarkę, cała reszta działa w tle bez większego udziału użytkownika. Zresztą tak właśnie powinno to wyglądać ponieważ system operacyjny to nic innego jak warstwa pomiędzy aplikacjami a sprzętem.

2. To nie Windows

Wielu nowych użytkowników nie zdaje sobie do końca sprawy, że jest różnica między Windowsem, Linuksem i Makiem. Jednak muszą wiedzieć, że nie zawsze sprawdzą się zachowania znane im z Windowsa. Gdy użytkownik oczekuje od systemu operacyjnego, że będzie funkcjonował jak inny system to z pewnością pojawią się kłopoty. Czy to oznacza, że powinniśmy takim użytkownikom wyjaśniać każdą różnicę pomiędzy systemami? Nie. Muszą być po prostu przygotowani na zmianę zachowań i schematów myślowych.

3. Gdzie się podział dysk C?

Użytkownicy Windowsa są przyzwyczajeni do struktury katalogów, która nigdy nie miała większego sensu. Linux natomiast posiada wyjątkowo logiczną hierarchię katalogów. Nowi użytkownicy muszą to zrozumieć. Chociaż tak naprawdę powinni wiedzieć tylko o jednym podstawowym katalogu: /home/nazwa_uzytkownika. Popularne dystrybucje tworzą następujące foldery wewnątrz katalogu użytkownika: Dokumenty, Obrazy, Muzyka, Wideo. Chyba nie trzeba wyjaśniać co powinno się znaleźć w tych folderach. Nowi użytkownicy muszą zapamiętać, że ich katalog domowy jest jedynym miejscem w strukturze katalogów gdzie możliwy jest zapis plików.

4. Instalacja programów to zupełnie nowe doświadczenie

Ta jedna kwestia może wprawić w osłupienie nowego użytkownika bardziej niż cokolwiek innego. Typowy użytkownik peceta najpierw szuka programu w sieci, ściąga plik .exe, a następnie go instaluje. A więc musi on zrozumieć, że dystrybucje Linuksa są już wyposażone w mechanizm, który zainstaluje program za niego. Wystarczy, że otworzy aplikację typu „Dodaj/Usuń programy” (np. Centrum Oprogramowania Ubuntu, Synaptic), wyszuka potrzebne oprogramowanie i je zainstaluje. Nowi użytkownicy zazwyczaj są pod wrażeniem ilości oprogramowania dostępnego do instalacji. Oczywiście część pakietów jest bezużyteczna, ale większość tytułów to dobre programy, które sprawdzą się w codziennych zastosowaniach.

5. Wiersz poleceń (terminal) jest niepotrzebny

Podczas pierwszego kontaktu z Linuksem nowi użytkownicy często pytają: „Czy będę musiał się uczyć komend?” Odpowiedź brzmi: „Nie”. Szczerze mówiąc, nowoczesne dystrybucje Linuksa są tak przygotowane, że użytkownicy mogą z nich korzystać nawet nie wiedząc o istnieniu terminala. Zatem wiersz poleceń nie stanowi dziś problemu. Owszem, jest on w systemie (i zawsze tam będzie), ale wykorzystują go tylko ci, których to interesuje. Poza tym, użytkownicy mogą być pewni, że nie będą musieli stosować skomplikowanych poleceń. Prawie każda czynność w Linuksie może być wykonana w okienkach.

6. Koniec walki z wirusami

Nie mamy już do czynienia z Windowsem, a zatem wszelkie obawy związane z wirusami należą do przeszłości. Nie widzisz ikony antywirusa w tacce systemowej? To normalne. Twoja maszyna nie będzie zagrożona bez niego. Mimo to warto abyś pamiętał, że Twoi koledzy z pracy wciąż mogą używać Windowsa i dlatego nie przekazuj im podejrzanych załączników pocztowych. Co prawda załączniki te nie zaszkodzą maszynie z Linuksem ale wciąż mogą zainfekować Windowsa.

7. Za darmo

Zawsze dziwi mnie z jakim dystansem ludzie podchodzą do oprogramowania open source oraz faktu, że większość tego typu programów jest darmowa. „W takim razie to nie może być dobre!”, to chyba najczęstsza reakcja. Niekoniecznie. Rzecz jasna, społeczeństwo konsumpcyjne ma trudności z uznaniem, że „darmowe może być dobre”, ale powinniśmy do tego przywyknąć. W wielu przypadkach, wolne i otwarte oprogramowanie jest nie tylko lepsze dla społeczeństwa, ale również dla Twojego komputera.

8. Wolność wyboru

To kolejne dziwne pojęcie dla nowych użytkowników. W przeciwieństwie do Windowsa lub Maka, jeśli nie podoba Ci się pulpit Linuksa, możesz go zmienić. Zgoda, nie jest to coś, co nowy użytkownik tak po prostu zrobi. Jednak wiedząc, że ma taką możliwość jest w stanie zrozumieć elastyczność nowego systemu. Poza tym, praca z pulpitem którego nie lubi nie należy do najprzyjemniejszych. Dobrze jest pokazać nowym użytkownikom różne rodzaje pulpitów i dać im możliwość wyboru. Zazwyczaj wybierają ten, który wygląda znajomo, choć czasami lubią sprawdzić coś zupełnie innego.

9. Nie każdy sprzęt jest równy

Zgadza się, nie każdy świeży sprzęt będzie właściwie współpracował z Linuksem. Nie jest to tak widoczne jak kiedyś, ale niektóre komponenty (takie jak urządzenia wielofunkcyjne, karty bezprzewodowe, wyświetlacze w laptopach) wciąż nie są dobrze rozpoznawane. Czasami wystarczy pobrać sterowniki ze strony producenta (nowi użytkownicy się nie pogniewają ale powinni być ostrożni). Jednak czasem może to nawet oznaczać przesiadkę na inną dystrybucję. Dobra wiadomość jest taka, że Linux przebył już długą drogę w tym obszarze i wciąż się rozwija.

10. Google to Twój przyjaciel

Najważniejsze co możesz zrobić dla siebie oraz nowych użytkowników to nauczyć ich korzystać z wyszukiwarki Google. Gdy pojawia się problem lub aspekt Linuksa, którego nie rozumieją na pewno znajdzie się ktoś kto miał podobny problem. Pokaż więc nowym użytkownikom jak najlepiej wykorzystać Google: tak aby nie byli zasypywani bezużytecznymi wynikami. Jest szansa, że nie będą do Ciebie przychodzili wciąż z tymi samymi pytaniami, a co ważniejsze, przy okazji się czegoś nauczą.

Łagodna zmiana

Ludzie boją się zmian. A im bardziej coś się zmienia, tym bardziej ludzie reagują (przyjrzyj się Facebookowi przez jakiś czas). Jednak zmian nie należy unikać ani niewłaściwie traktować. Wystarczy trochę przygotowania z Twojej strony, a nowy użytkownik Linuksa będzie miał pozytywne doświadczenia i najprawdopodobniej nie będzie spoglądał wstecz.

[źródło]

„Lisa” przed premierą

| 20 listopada, 2011

Lada dzień ukaże się nowe stabilne wydanie Linux Mint. Zobaczmy już dzisiaj co ciekawego przygotowali dla nas twórcy. Przypomnijmy, że jest to 12 wersja tej popularnej dystrybucji Linuksa (od niedawna 1 miejsce w rankingu distrowatch.com). Tym razem developerzy wybrali wdzięczne imię „Lisa” jako nazwę kodową. Na marginesie powiem, że bardziej podobają mi się imiona przypisywane do Minta niż nazwy zwierząt opisujące kolejne wydania Ubuntu. Ale nie na nazwach się dziś skupimy a na nowościach, które przygotowali dla nas opiekunowie dystrybucji.

Pierwszą ważną rzeczą jest przejście (w końcu) na Gnome 3. Aktualnie jest to wersja 3.2 a więc bardziej dojrzała od tej sprzed kilku miesięcy. Aby ułatwić użytkownikom przesiadkę z dobrze znanego pulpitu Gnome 2 twórcy przygotowali zestaw rozszerzeń, które mają na celu upodobnić te dwa pulpity. MGSE (Mint Gnome Shell Extensions) uzupełniają Gnome Shell i zawierają takie udogodnienia jak:

  • dolny panel z listą otwartych okien
  • menu aplikacji
  • widoczne ikony w tacce systemowej
  • tradycyjne przełączanie się między oknami skrótem Alt+Tab.
Każdy z powyższych elementów możemy wyłączyć. Otrzymamy wówczas czyste, minimalistyczne środowisko Gnome 3.

Kolejną nowością jest dołączenie, obok pulpitu Gnome 3, środowiska MATE. Jest to nic innego jak fork (modyfikacja) Gnome 2, która działa i wygląda tak samo jak znany nam pulpit, ale ma jedną zasadniczą przewagę. MATE może współistnieć z Gnome 3, nie powodując konfliktów związanych z różnymi wersjami bibliotek. Wiąże się to m.in. z innym nazewnictwem kluczowych pakietów.

Ekipa Minta zawsze przywiązywała uwagę do wyglądu systemu. Nie inaczej jest tym razem. Mamy do dyspozycji nowy motyw Mint-Z (w wersji jasnej i ciemnej) oraz zestaw eleganckich tapet.

Nieco dziwnie wygląda sytuacja z domyślną wyszukiwarką (tylko w Firefoksie). Nie jest to znane nam Google a twór o nazwie „Duck Duck Go”. Co prawda współpraca z wyszukiwarkami pozwala twórcom dystrybucji na zebranie dodatkowych funduszy, ale osobiście wolę przekazać jakąkolwiek dotację i cieszyć się z normalnej wyszukiwarki. Na szczęście zmiana domyślnych ustawień nie powinna nikomu sprawić kłopotu.

Na koniec warto wspomnieć, że „Lisa” bazuje na Ubuntu 11.10 i kernelu 3.0.

W londyńskim metrze

| 16 listopada, 2011

london-undergroundPo ostatniej wizycie w Londynie nasuwa mi się kilka przemyśleń związanych z rynkiem urządzeń mobilnych. Jeśli jesteś częstym gościem na Wyspach być może masz już własne doświadczenia w tej dziedzinie. Przejdźmy jednak do rzeczy.

Wielka Brytania to nie Polska i pod wieloma względami różni się od naszego kraju i innych państw europejskich. Najprostszymi przykładami niech będą: ruch lewostronny, inne gniazdka elektryczne, lub osobne kurki dla ciepłej i zimnej wody (tego chyba nigdy nie pojmę). Jednak co ważniejsze Anglicy zarabiają w funtach a ich pensje niejednokrotnie przewyższają pensje Polaków. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że tego typu porównania nie są miarodajne, o ile nie weźmiemy pod uwagę pewnych czynników. Takimi czynnikami będą wysokie ceny mieszkań, żywności, koszty transportu, itp. W uproszczeniu można powiedzieć, że samo życie w wielkiej aglomeracji wiąże się ze sporymi kosztami. Z drugiej strony styl życia niektórych jednostek, zwłaszcza biznesmenów, nierozerwalnie związany jest z pracą, co my nazwalibyśmy typowym pracoholizmem. Jeśli więc przykładowy londyńczyk (niekoniecznie biznesmen) wciąż myśli o pracy to co ma taki nieszczęśnik robić gdy do tej pracy dojeżdża?

I tutaj przechodzimy do sedna sprawy. Podróżując londyńskim metrem można zauważyć nie tylko różnice kulturowe ale też cywilizacyjne. Na marginesie dodam, że metro stanowi jedyny tak sprawny środek transportu w tym zatłoczonym mieście. Metrem podróżują zarówno krawaciarze, eleganckie panie, emeryci, jak i osoby dorabiające na drugi lub trzeci etat w restauracji (w tej grupie raczej jedynie ludzie młodzi). Przeciętny pasażer, no może z pominięciem tych najstarszych, po wejściu do przedziału wyciąga swój telefon (względnie tablet). A nie jest to byle jaki telefon. W 90% przypadków jest to smartfon z wyższej półki, na którym szybko odpisuje na maile, sprawdza Twittera lub gra w ulubioną grę. W tym momencie uświadamiam sobie jak daleko w tyle jeszcze jesteśmy, a obraz typowego krajana z wysłużoną Nokią w dłoni wywołuje nic innego jak zażenowanie. Po jakimś jednak czasie dochodzę do wniosku, że po prostu ich stać na takie zabawki. Ale to jeszcze nie koniec… Jedna rzecz nie daje mi spokoju do tej pory.

Jak wiecie (a jeśli nie wiecie to Wam powiem), w ostatnim czasie Android zyskał bardzo na popularności i obecnie ponad połowa sprzedawanych smartfonów ma Androida na pokładzie (źródło). Można by śmiało założyć, że połowa naszych pasażerów będzie użytkownikami właśnie tego systemu. W przypadku londyńczyków jest to nad wyraz błędne założenie. Okazuje się, że większość z nich używa produktów spod znaku Apple bądź Blackberry. Nie wiem do końca czy to kwestia prestiżu, mody czy faktu promowania tych marek przez samych operatorów sieci komórkowych. Podczas gdy jestem w stanie zrozumieć biznesmena, który korzysta z dobrodziejstw terminala Blackberry (dostęp do poczty, klawiatura qwerty), to posiadacz iPhone’a pozostanie dla mnie zagadką.

A Wy co myślicie o tak słabej pozycji Androida na Wyspach? Dajcie znać w komentarzach!

Linux dla leniwych?

| 19 października, 2011

Zapytacie: „Ale jak to? Na pewno masz na myśli Windowsa.” Wcale nie, tytuł niniejszego artykułu bynajmniej nie jest wyssany z palca, jak to się ładnie mówi. No dobrze, może troszkę przesadziłem z tym lenistwem, nie chciałbym przecież obrazić użytkowników Linuksa którzy to czytają. Przechodząc zaś do rzeczy…

Pisząc o Linuksie, który w wielu kręgach nadal jest uważany za, mówiąc delikatnie, system niszowy, nie sposób nie wspomnieć o własnym doświadczeniu. Być może moje własne próby pracy z systemem, te mniej lub bardziej udane, przekonają choć jedną osobę do jego użyteczności. Już kilka lat temu, gdy pojawiały się pierwsze wersje Ubuntu, próbowałem zaprzyjaźnić się z tymże systemem. Jednak wówczas nie zdecydowałem się nawet na instalację systemu, mimo że Windowsa (wtedy w wersji ’98) reinstalowałem średnio co kilka miesięcy i nie miałem z tym najmniejszego problemu. Jednak odkąd pamiętam było to dość męczące, bo wiązało się z poświęceniem przynajmniej kilku godzin. Wszyscy uwielbiamy instalację sterowników, czyż nie? W ciągu następnych dni trzeba było doinstalować programy, a było tego całkiem sporo. Widocznie byłem zbyt ciekawy i nie wystarczały mi aplikacje typu Gadu-Gadu. Powiecie: „Przecież można utworzyć obraz dysku i po sprawie”. Tak, ale czy obraz dysku rozwiąże problem wgrania świeżych sterowników czy nowych wersji aplikacji? Nie sądzę. Zatem jest to rozwiązanie, według mnie, tylko połowiczne. Dziś problemem zajęli się dostawcy sprzętu, którzy oferują pre-instalowane systemy Windows (jakże miło z ich strony). No dobrze, ale co mnie wtedy odstraszyło od Linuksa? Teoretycznie coś co nie powinno… a mianowicie wygląd pulpitu. GNOME było po prostu brzydkie. KDE początkowo nawet mnie zainteresowało, ale jak przyszło do konfiguracji…. szkoda gadać. Do dziś zresztą nie opanowałem tego środowiska, ale to już temat na osobny artykuł.

Jak to wygląda teraz? Pod koniec roku 2009 zdecydowałem się zainstalować Linuksa po raz pierwszy (obok Windowsa, tak na wszelki wypadek). Wybór padł na Linux Mint (w wersji 8), dystrybucję, która wyróżniała się już wtedy stylowym motywem pulpitu i szeroką obsługą multimediów. Nie bez znaczenia było nawet klasyczne umiejscowienie panelu na dole pulpitu. Przyzwyczajenia z ery Windowsa robią swoje. Kolejnym ważnym szczegółem dla kogoś kto stawia pierwsze kroki w świecie Linuksa okazało się przyjazne menu. Standardowe menu dostępne w GNOME do tej pory mnie nie przekonało. Szczegóły, ale przecież to one decydują o użyteczności danej dystrybucji, czy systemu w ogóle. Mówiąc zaś o użyteczności…

Linux okazał się być strzałem w dziesiątkę. Wkrótce nauczyłem się, że można dowolnie zmieniać wygląd systemu i dopasowywać go do własnych potrzeb (lub zostawić motyw domyślny jeśli jesteśmy leniwi). Mowa tutaj o środowisku GNOME, które okazało się być najbardziej przejrzyste i wygodne. Najświeższe GNOME w wersji 3.2 jest jeszcze ładniejsze i bardziej intuicyjne dla osób, których nie interesuje co siedzi pod maską komputera. Poza tym wręcz rewolucyjne wydało mi się podejście do zarządzania oprogramowaniem. Wiedziałem, że istnieją tzw. pakiety, różne w zależności od dystrybucji, ale nie sądziłem, że tak łatwo można zaktualizować cały system. Globalna baza pakietów to coś czego brakuje systemom Microsoftu, a bez czego obecnie nie wyobrażam sobie systemu operacyjnego. Nawiązując do tytułu artykułu, muszę wspomnieć o kolejnej ważnej rzeczy. Sterowniki, bo o nich mowa, z punktu widzenia użytkownika praktycznie nie istnieją. Wiem, że jest to duże uproszczenie, ale czy faktycznie tak nie jest? Jedyny sterownik, który musiałem (no dobra, nie musiałem tylko chciałem) dograć został zaproponowany przez sam system i był to własnościowy sterownik do karty graficznej. Ba, zaraz po instalacji systemu miałem do dyspozycji całą gamę pre-instalowanych programów. Zatem, czy Linux rzeczywiście jest systemem dla leniwych? Do tej pory wszystko na to wskazuje.

Jednak słowo leniwy niezbyt dobrze świadczy o użytkowniku Linuksa. Dlatego wolę określenie wygodny. Linux dla wygodnych? Ano tak. Bo nie można mówić o lenistwie, gdy próbuje się poznać możliwości nowego systemu. Konkretnie mam na myśli zamienniki aplikacji, różne środowiska pulpitu, zawiłości systemu plików, czyli generalnie zmianę przyzwyczajeń. Owszem, w sieci znajdziemy masę poradników mówiących, który program do odtwarzania muzyki jest najlepszy. Jednak zanim nie przetestujemy kilku alternatyw nie dowiemy się, który z nich spełnia nasze wymagania. W moim przypadku już po 2-3 miesiącach używania Linuksa mniej więcej wiedziałem jakie programy są godne uwagi oraz jakie należy od razu wyrzucić.

Biorąc pod uwagę oczywiste korzyści, jakie oferuje nam otwarty system operacyjny nadal nie rozumiem dlaczego Linux jest postrzegany jako coś dziwnego. Czy to źle, że jest darmowy, wygodny, szybki, a do tego stylowy? Nie twierdzę, że jest idealny, bo nie ma systemów idealnych, ale chyba warto spróbować.

PS. Tekst oryginalnie miał się pojawić w Miesięczniku Komputerowym, ale ten niespodziewanie zniknął z sieci…

PS2. Jeśli spodobał Ci się ten artykuł poleć go znajomym!


Switch to our mobile site